Uczyć komiksem

...

Żadne medium kultury tak szybko i bezinwazyjnie nie trafia do młodych gniewnych, jak właśnie obrazkowo-słowne wariacje. Nie wyobrażam sobie lekcji języka polskiego (który powinien nazywać się nauką o kulturze polskiej) bez komiksowych wtrętów. Tych, gdzie komiks jest podmiotem lekcji czyli omówień najważniejszych polskich komiksów (w podręczniku MEN-owskim pojawił się Tytus) i tych gdzie jest przedmiotem – pozwala zilustrować pewne problemy, na które brak mi słów.

 

 

W szkole, gdzie z założenia młodzież odkrywa swe zdolności, kształtuje je i wzmacnia, komiks jest najłatwiej dostępną sztuką łączącą umiejętności narracyjne z obyciem plastycznym. Wystarczy ołówek i wyobraźnia, by stać się twórcą pierwszych fabuł. Nie wymęczonych wypracowań, ale właśnie FABUŁ. Lepszych, gorszych, mądrych, głupich, naśladowczych i twórczych – weryfikują to znajomi. W przypadku sukcesu to oni zagrzewają do tworzenia, chcąc dalszego ciągu historyjek. Prace młodzieży najczęściej odwołują się do prehistorii komiksu czyli jego komiczności. Dowcipkują z nauczycieli, popkultury, siebie i kolegów z klasy. Tworzą pierwsze kody wspólne dla swojego rocznika i pokolenia. Zapaleńcy robią więcej – ćwiczą proporcje, kompozycję. Obudowują fabułę gadżetami, scenografią. Dopracowują pomysł, doceniają skróty myślowe, pracę w grupach, szlifują kompozycję kadrów i planszy. Komiks uczy ich pokory i pokonywania trudności. Każe się doskonalić w prostocie przekazu i komunikatywności. W pewnym momencie czują mechanizmy rządzące fabułą. Udają się do szkolnego ksero, by wyprosić u nauczycieli pierwszą publikację w życiu. Sukces, inspiracja, pierwsi fani. Stają się twórcami. Nauka przychodzi niespodziewanie, z zaskoczenia, przez zabawę.

 

 

Najlepsze w uczeniu komiksem i o komiksie jest to, że młodzież ma to medium we krwi. Tę wiedzę wykorzystują twórcy książeczek dla dzieci i młodzieży, czyniąc ze swoich publikacji jedność tekstu i obrazu. Jako twórcy literatury są stawiani wyżej niż komiksiarze a przecież bazują na tej samej idei. Wykorzystują równouprawnienie dziecięcych półkul mózgowych, ich brak zdefiniowania na tę językową („lepszą”) i obrazkową („gorszą”), którym to podziałem szczycą się dorośli. Thierry Smoldern w artykule Komiks a prawa półkula uważa, że sztuka komiksowa trafia do obu półkul jednocześnie, pozwala wykształcać więcej połączeń nerwowych. Zacytuję: „…każdy czytelnik komiksu dysponuje dwiema świadomościami. Śledzą one równolegle tok obrazów i dialogów. Jedna świadomość, lewej czytającej dymki półkuli, postrzega komiks jako realizację płaską podobną do pisma, w której chodzi o odszyfrowanie kolejnych znaków tworzących całość. Drugi typ świadomości jest głębszy, trudniejszy do opisania. Łączy obrazy w nieprzerwany i wielowymiarowy potok. Tworzy bardzo precyzyjne światy.” Dowód na słuszność powyższych słów – nigdy przez 12 lat uczenia żadne dziecko nie zapytało czy komiks najpierw się czyta czy ogląda. Półkule pochłaniały historyjki jako jedność. A przecież to podstawowe pytanie dorosłych, którzy ćwicząc lewy, językowy ośrodek wiedzy zapomnieli o obrazach.

 

 

Teraz nauczycielom-komiksiarzom uczy się lepiej. Komiks stał się (nie bez walki) częścią kultury, a ten idealny – bez tekstu – operujący jedynie narracją obrazkową mówi ponad narodami. Jest - na równi z muzyką, matematyką, teatrem i filmem - medium integrującym ludzi, dającym im pożywkę estetyczną i intelektualną. Pokolenie moich rówieśników wychowane na masowym pochłanianiu komiksów o Kajko i Kokoszu, Kleksie i Tytusie, ma dzieci, które siłą rzeczy i reform trafiają w moje ręce. Nasze wyobrażenie o realistycznym rysunku kształtował Bogusław Polch, Grzegorz Rosiński i Jerzy Wróblewski. Humor szlifował nam Tadeusz Baranowski. Był to wspólny kod kulturowy, który chcemy sprzedać naszym pociechom. Tak, by trochę lepiej nas rozumiały. Ale chciałbym, by poszło to dalej.

 

 

Komiks powinien zawitać do bibliotek szkolnych jako łatwo dostępna lektura obowiązkowa. Wyobraźcie sobie dyskusję porównującą siłę przekazu Maus. Opowieść ocalałego Arta Spiegelmana z książką Zdążyć przed Panem Bogiem Hanny Krall. Moc lektury Oskara i pani Róży Érica-Emmanuela Schmitta zestawiony z Trzema Cieniami Ciryla Pedrosy. Historyzm Pasażerów wiatru Françoisa Bourgeona zestawiony z dziełami Henryka Sienkiewicza i Waltera Scotta. Gdy o tym myślę, uszami wyobraźni słyszę siłę dyskusji jakie te zestawienia wywołują, burzę mózgów, ścieranie się argumentów. Ciekawie wyglądałoby też zestawianie kadrów komiksowych adaptacji literatury z ich filmowymi odpowiednikami. Te myśli grzeją serce filologa zakochane w komiksowych obrazkach. Oby doczekać. A póki co pracować u podstaw, pokazywać, omawiać, uświadamiać i uczyć. Oczywiście bawiąc. Życie bez komiksów byłoby stanowczo za smutne.

 

Autor:

Waldemar Miaśkiewicz– nauczyciel, wychowawca, prowadzący warsztaty komiksowe, publicysta Nowej Fantasyki i Czasu Fantastyki. Urodzony w dniu pierwszej publikacji Thorgala.

drukuj